poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Dzień 39,40,41,42,43 - Lisica w podróży - zaburzenia odżywiania.


Hej hej.
Dziś krótka notatka. Nie było mnie, wyjechałam na chwilę, dziś wróciłam, ale w weekend znów wyjeżdżam na majówkę, więc regularnie zacznę pisać od 04.05.2017r. U mnie wszystko dobrze, ale na wyjeździe wpadło kilka zakazanych rzeczy. Ale postawiłam sobie cel, że majówka będzie czysta, będzie bez Wilka i bez słodyczy, i jak wrócę to będę dalej trzymać się z dala od słodyczy z cukrem, to będzie wyzwanie bo lecę znów do innego kraju, a mnie osobiście bardzo kusi spróbować coś nowego, przywieść sobie jakieś pyszności z innego kraju. Można kupić, jasne ale przecież nie muszą to być słodycze !

 Trzymajcie za mnie mocno kciuki, bo to wyjazd będzie nie kontrolowany, bez planowania, bez liczenia kcal z dietą wegańską :). Bo lecę do kraju który ma największy odsetek wegetarian i wegan w Europie. Oddaję się w ręce przyjaciół, ale myślę że to ogarnę. Bo co innego jak ja mam coś zaplanować, a co innego, jak ja przylatuję i mam wszystko zaplanowane przez innych. Mimo mojego perfekcjonizmu w życiu i w pracy,umiem się bawić i często poddaję się emocją. Ah i od razu mówię to nie jest mój pierwszy wyjazd w te miejsce, latałam tam wiele razy i wiem że na te osoby mogę liczyć, mimo że dzieli nas kilkanaście tysięcy kilometrów.

Ah " czysta " to znaczy bez kompulsów, bo chętnie spróbuję wegańskich różności, a wiadomo że ich skład często pozostawia wiele do życzenia, na szczęście aż tak dobrze nie znam języka kraju do którego lecę, więc mam nadzieję że nie rozszyfruję składu. A zdradzę Wam w sekrecie że umiem czytać składy po polsku i angielsku oczywiście, jak i po rosyjski i niemiecku.

Przed wyjazdem na pewno napiszę jeszcze kilka postów.
Właśnie wróciłam z kuchni, zrobiłam sobie lunch i śniadanie na jutro. Jutro pracuję 10h i zaraz po prazy idę na siłownię. :)

Dobarnoc
Lisica. 


środa, 19 kwietnia 2017

Dzień 36-37-38. Przemyślenia - Zaburzenia Odżywiania.


Przemyślenia w pracy:
Dlaczego mam nie być profesjonalistką ?
Dlaczego mam nie liczyć kcal ? Dlaczego mam nie pilnować tego co jem, skoro sprawia mi to przyjemność i trzyma Wilka z daleka.

I co najważniejsze to nie kontrola przyczyniła się do zaburzeń odżywiania.
Ok to od początku. Dwa dni nie liczyłam kcal, i wczoraj to "poleciałam z tematem":
- jajko czekoladowe w pracy
- paczka ciasteczek
- kawałek pizzy
- paczka chrupek kukurydzianych
- kanapka z serem...
Milion kalorii w jedn dzień....

Brak kontroli przywołuje Wilka. Wiem to od dawna... Mimo wszystko myślę " a jak ktoś przestał liczyć to i ja przestanę...." Tak to nie działa, wszyscy jesteśmy inni...

Tak samo jest z dietą, dla jeden osoby najlepsza dieta będzie wegańska, dla innej dieta białkowo- tłuszczową, dieta paleo, diet z "oknem ', dieta bez glutenu... A dla jeszcze innej zbilansowana. A na koniec dla miliona innych osób żadna z tych diet nie będzie dobra.

W zaburzeniami odżywiania, każdy musi znaleźć swój sposób.
U mnie "luz" i przestanie liczyć kcal przywołuje Wilka a nawet ich stado... Pisałam że kiedyś przestanę kontrolować kalorie, na dzień dzisiejszy sobie tego nie wyobrażam... Dziś nie odczuwam uczucia sytość... Mój organizm nie wie kiedyś ma "dość", na komuplsach ma dość kiedy brzuch zaczyna boleć i staje się wielki jak balon, mimo że na co dzień jest płaski jak deska....

Gdy wyjechałam do UK miałam -naście lat, życie tu nauczyło mnie że muszę liczyć sama na siebie, mam tylko siebie i jak ja czegoś nie zrobię to nie zostanie to zrobione, liczyć na innych nie warto.
Wiecie jak to jest:
- nie zrobię zakupów / nie ugotuje = nie będę miała co jeść.
- nie zapłacę rachunków = to wyląduje na ulicy.
- nie posprzątam = to będę żyła w syfie.
- nie policzę kcal = to Wilk podejdzie blisko.

W UK mam własną firmę, i własnych ludzi. Wiec tu te zasady też się sprawdzają.
- komuś czegoś nie przekaże = coś nie zostanie zrobione = stracę kontrakt.
- nie zadzwonię gdzieś / nie umowie spotkania / spóźnienie się = będą konsekwencje.

Wiec jeszcze raz ? Dlaczego mam tego nie robić skoro to lubię, lubię kontrolę, broń boże nie narzekam, taki typ ze mnie człowieka. Mam kontrolę nad swoim życiem, nad swoją pracą więc chcę mieć ją nad jedzeniem. Nie przestaje liczyć kcal, do póki nie będę bardzo długo czysta. ;) Nawet przygotowanie posiłków na 2dni do przodu sprawia mi radość. Bo wiem że jest gotowe i nie muszę siedzieć po nocach w kuchni jak gdzieś po pracy wychodzę.
Trochę zazdroszczę tym co pracują krótko lub są w domu, że nie muszą planować, a jedzą to na co mają ochotę w danej chwili... ale moje życie nie będzie długo takie, myślę że jeszcze maks 2 lata i " przewrócę je do góry nogami " to się też tyczy ze zmienieniem Państwa w którym żyje.

Również nie widzę swojego trybu życia bez przygotowania posiłków, jestem po za domem codziennie około 12 godzin, owszem mogła bym jeść w pracy, uhum... masa masa słodyczy, a z dań obiadowych, mięso, mięso mięso i jeszcze więcej mięsa, ryż z kurczakiem, makaron z kurczakiem, kanapki z chlebem tostowym i szynką... itp itd... próbowałam ale w pracy nie ma nic co mogła bym jeść i co było by w moim mniemaniu zdrowe.

19.04.2017 13.30 17oC i piękne Słońce.


Resetuję licznik ( ile jeszcze razy .... )
Dziś 19.04.2017r. Pierwszy dzień czysty ( bez Wilka )
Wszystko było jak powinno, przed wczoraj wróciłam z pracy przygotowałam sobie dwa pudełka, w jednym racuchy na słodko, w drugiem warzywa z tofu i soczewicą. Wstałam rano zjadłam śniadanie, poszłam do pracy, około 13 zjadłam drugie śniadanie, około 17 obiad i o 20 byłam w domu i zjadłam kolacje.

Dziś mój dzień siłowni ale nie bardzo chciała mi się iść, bo nachodziłam się w pracy, więc poszłam po pracy pobiegać. Już wróciłam zjadłam kolacje i postanowiłam przekopiować tu moją notatkę z pracy. Na jutro mam przygotowane jedno pudełko z obiadem tym co zjadłam dziś bo przygotowałam na dwa dni, rano przygotuję sobie drugie pudełko w czasie jedzenia śniadanie. Jutro idę też na trening obwodowy więc będę na siłowni około 2godzin. Postaram się w pracy znów napisać notatkę. Bo takie myśli są najlepsze. 

Dobranoc.
Lisica.

niedziela, 16 kwietnia 2017

Dzień 34- 35. ZABURZENIA ODŻYWIANIE - WIELKANOC


Hej hej.
Mam nadzieje że Święta mijają Wam w cudownej i rodzinnej atmosferze. :)

Sobota: 
U mnie wszystko dobrze. Wczoraj byłam do 11 w pracy, później pojechałam do kościoła, w kościele byłam około 40 minut ponieważ u nas zawsze przed święceniem pokarmu odmawia się różaniec, cały kościół Polaków, normalnie jak w Polsce.
Po kościele wróciłam do domu i dwie godziny później pojechałam z przyjaciółką na zakupy.

Zrobiłam sobie zakupy na cały tydzień, jak i kupiłam sporo nowych ubrań( dwie koszulki na siłownie, dwie zwykłe koszulki, nowa piżamę, nowe trampki i koszulę... i uwaga wszystko w białym lub czarnym kolorze... ostatnio najlepiej się czuję jak od pasa w dół jestem ubrana cała na czarno, a od pasa w górę na białko).
Wieczorem pojechałam na siłownię i czułam się jak " milion dolarów" wiem wiem... przy zaburzeniach tak jest, że raz człowiek czuję się mega atrakcyjnie, a raz jak "kupa" i by schował się pod kołdrą i się najadł. Na szczęście ja takich dni mam ostatnio coraz mnie. Widzę że jak walczę ( mimo wpadek ) moje ciało zaczyna się zmieniać i wygląda dużo dużo lepiej. Wczoraj na siłownie poszłam późno bo po 21, miałam trening górnych partii ciała i poszłam na wolne ciężary i dziś mam okrutne zakwasy... tak szczerze Wam powiem że trochę się wstydzę chodzić na salę w wolnymi ciężarami, z reguły o tej godzinie jestem jedyną dziewczyną i mam wrażenie że ludzie się będą zemnie śmiać... Ale wczoraj czułam się bardzo pewnie, zrobiłam swój trening później cardio i wróciłam do domu.

W ciągu dnia straszne mi bolał brzuch, pokusiłam się na Świąteczną Angielską bułeczkę z rodzynkami... wiem że nie mogę pszenicy, wiem ze nie mogę nic sztucznego z angielskich słodyczy, ale zupełnie o tym zapomniałam. Stwierdziłam że kupię mini 4 bułeczki bo wszyscy je brali... i myślałam że żołądek to mi na wierzch wyjdzie... jak zawsze pomogła cola... :) Polecam ! Serio, nawet lekarz mi to mówił, cola szybciej rozpuszcza wszystko co w żołądku, męczyłam się około 3godzin ale już jest wszystko oki.

Jadłospis z wczoraj.
- banan, dwa tosty z dżemem truskawkowym bez cukru
- dwie Angielski Wielkanocne bułeczki
- makaron z leczo i wędzonym tofu
- banan i koktajl proteinowy.

Wczoraj nie liczyłam kcal, dziś też nie i jutro też nie. A później zobaczę.

Niedziela: 
Święta Alleluja.
Wstałam o 9.30, choć pierwszy budzik zadzwonił o 8... Mój organizm chyba potrzebował snu. Przygotowałam śniadanie. Nie spędzam Świąt sama. Więc śniadanie przygotowałam dla dwóch osób.
Moje Świąteczne śniadanie było skromne, ale spokojnie wystarczyło dla dwóch osób. 
- na jednym talerzu była Święconka: jajka, chlebek, ser, sól, chrzan, waniliowa babka
- w miseczce: sałatka jarzynowa
- w szklankach: woda
- w koszyczku: bułeczki które upiekłam dzień wcześniej.
I to wszystko, najedliśmy się do syta. Wszystko było zdrowe i pyszne.

Dziś cały dzień nigdzie nie wychodziłam, potrzebowałam tego, ostatnio moje tygodnie są zakręcone... :) Więc po prostu spędziłam dzień z drugą połówką.
Później wypiliśmy kawę i zjedliśmy Świąteczną babkę którą upiekłam, babka była waniliowo- czekoladowa.

Całe popołudnie spędziliśmy na rozmowach z rodzinką na skype, później ja uzupełniłam cały swój plener i poszłam na "drzemkę" spałam aż 2 godziny, to do mnie nie podobne, ja nie śpię w ciągu dnia... Widocznie mój organizm tego potrzebował.

Na obiado-kolacje zjedliśmy żurek z jajkiem i sałatę jarzynową.

Później był mój ulubiony czas na czytanie książki, a teraz będę kilka godzin pracować przy komputerze. Powiem Wam że wilk przez chwilę był blisko, ale nie mam w domu nic słodkie, wszystkie słodycze jakie dostałam od zajączka oddałam innym.  Myślę że dziś dzień będzie już czysty, a jak by się coś wydarzyło napiszę jutro. Jutro u nas jest Bank Holiday, więc nada mam wolne, tym razem nie nastawię budzika, niech mój organizm sam zdecyduje o której chce wstać. Jutro mam w planach tylko siłownię i długi spacer do parku ( jak nie będzie padać ), a na obiad zrobię gofry i ostatnio chodzi za mną sushi, sprawdzę czym mam ryż do sushi, jak nie to pojadę na Chińską dzielnicę żeby kupić ryż, i narobię sobie sushi z awokado i twarożkiem.


A tym czasem życzę Wam miłego Świątecznego poniedziałku. I do jutra. Dzięki że tu zaglądacie <3

 Lisica.

piątek, 14 kwietnia 2017

Dzień 32- 33. Święta bez Wilka.


Na wstępnie życzę Wam cudownych i radosnych Świąt Wielkanocnych, dla tych co obchodzą i dla tych co tylko odpoczywają. Niech czas minię Wam cudownie w gronie rodziny i przyjaciół, pogoda niech Wam dopiszę, jedzcie wszystko ale z umiarem.

Czwartek
Wszystko dobrze, choć ciągnęło mnie do słodyczy i to bardzo, ale co się dziwić, uzależnienie od cukru przy kompulsach...  byłam w pracy 10godzin później pojechałam na siłownie, zrobiłam porządny trening nóg i brzucha, i dziś mam zakwasy!

Jadłospis:
- Jajecznica z warzywami i tofu.
- Jabłko i garść nerkowców. 
- Tortilla z twarożkiem, fasolką, szpinakiem, pomidorkami, kukurydzą.
- Zupa warzywa z soczewicą
- Czekoladowe wegańskie gofry z białkiem z konopi na mleku kokosowym, z kokosowym jogurtem wymieszanym z syropem klonowym i wszystko obsypane kakao.

Piątek
Dziś miałam wolne, miałam mieć też jutro wolne, ale idę na 5 godzin do pracy, skończę o 11, ponieważ na 12 idę do Kościoła:) Święconkę już przygotowałam.
Dziś wstałam o 8 rano i do około 13 leżałam w łóżku i " umierałam " z bólu... od zawsze przechodzę ciężko pierwszy dzień okresu... w tamtym miesiącu cały dzień spędziłam wymiotując w pracy....

Pamiętam kiedyś dostałam okres w dniu próbnej matury z Polskiego i po około 30 minut wybiegałam z sali żeby zwymiotować... oczywiście próbnej matury nie zaliczyłam, bo już nie mogłam wrócić....
Ale już tą normalną maturę zdałam na 98% a ustną na 100%. Jestem tym typem człowieka który z chęcią przeczytał wszystkie lektury.

Chciałam chyba to napisać żeby się wytłumaczyć że dziś nie wymiotowałam ale cały dzień mnie do tego ciągnęło.... W żaden sposób nie są to ataki bulimiczne, wymiotuję praktycznie od zawszę. A mój ginekolog stwierdził że " moje odczucia bólu brzucha, kręgosłupa i wymioty są jak najbardziej prawidłowe, przynajmniej wszystko co we mnie w środku jest prawidłowe " Pocieszające co ? Będzie tak do póki nie urodzę pierwszego dziecka,  moja mama też tak miała. Czyli hymmm... tak jeszcze z 5-7 lat męczarni !! Na szczęście to tylko jeden dzień w miesiącu.

Ale się rozpisałam !

Dziś tylko dwa posiłku, cały dzień nie robiłam nic, wyniosłam tylko śmieci, wytarłam kurzę ( robię to co drugie dzień ), upiekłam ciasto żeby ukroić kawałek do koszyczka, ugotowałam jajka i zrobiłam obiad. Leń level ekspert. A właśnie obejrzałam dwie części Harrego Pottera ( Zakon Feniksa i Książę Półkrwi ) Filmy akurat oglądałam przy "umieraniu" z termoforem na brzuszku. :)

Jadłospis:
- Omlet jaglany, mąka jaglana, woda, jajko, wanilia, stewia. Jogurt kokosowy jako dodatek.
- Makaron z soczewicy z leczo: cukinia, czerwona cebula, grzyby, kukurydza, czerwona fasola, tofu z bazylią, ostre przyprawy, zmiksowane pomidorki z puszki. Na wszystko starłam parmezan.

Kończę już, trzymajcie kciuki. Ja będę Walczyć żeby Święta były czysty.

Dobranoc
Lisica

środa, 12 kwietnia 2017

Dzień 30, 31 - 13 Dzień miesiąca - walka trwa - zaburzenia odżywiania.




Uwierzycie że ten blog ma już 31 dni! :) Ale ten czasz szybko miną...
Jutro jest 13 kwietnia, za kilka miesięcy wydarzy się ważny dzień właśnie 13 dnia miesiąca, na razie nie chce mówić który to będzie miesiąc, ale będzie to w tym roku w okresie letnim, kupiłam już wszystkie bilety i zapłaciłam na hotel. Dlatego dziś ten post tak nazwałam, to moja motywacja, chce być czysta, ale tak na serio ! Wiem wiem każdy by chciał... Muszę z tym walczyć i nie pozwalać sobie na słodycze ! Słodycze są moim zapalnikiem. Może kiedyś zjem kawałek czekoladki bez pochłonięcia 5... na dzień dzisiejszy nie jest to realne. I nie piszcie mi o silnej woli, pieprze się z tym od dwóch lat żebym miała silą wolę na kompulsach to bym ich po prostu nie miała.... :)

A jeżeli chodzi o czekoladę to dziś zjadłam całą i wczoraj, niby to tylko 500kcal, niby była bez cukru i miała wysoką zawartość kakao, ale miał być rządek a nie cała czekolada! Dlatego resetuje mój licznik, nie mogę sobie pozwalać na słodycze i koniec kropka, przecież bez nich da się żyć! Chodzi mi o kupne słodyczy, z własnymi wypiekami nie mam żadnego problemu...  Dlatego koniec z tym! Nie chce tego, ja nie lubię słodyczy, słodycze kojarzą mi się tylko i wyłącznie z kompulsami i otyłością. Oczywiście chodzi mi o słodycze z syfiastym składem. Zawsze po słodyczach boli mnie brzuch... Dlatego od jutra będzie to mój owoc zakazany, muszę zabijać ochotę na słodki smak, wiadomo człowiek na kompulsach jest uzależniony od cukru, pierwsze 2-3tygodnie będą koszmarne, ale już się na to przygotowałam. Mam sporo saszetek białka ( z konopi, mleka i groszku ) jak będę miała ochotę na słodkie będą szejki, naleśniki, gofry itp itd... Kupiłam dziś mandarynki i jabłka, przez długi czas nie jadłam praktycznie owoców " bo cukier " głupia ja ! :)

Wczoraj nie pisałam bo nie chciałam odpalać komputera, ale już w łóżko na tablecie napisałam notatkę i dziś ją wkleję, i tak będę robić. 

"Wieczorne przemyślenia, jest 11.04.2017r. 23.55.
Dziś był piękny dzień, rano byłam w pracy, później pojechałam za Świąteczne zakupy, kupiłam między innymi żurek z dobrym składem, chrzan bez cukru w składzie, kilka paczek zupy mrożonej, ser żółty w kostce, twaróg na Świąteczny sernik, odtłuszczone ciasto francuskie z dobrym składem, chleb żytni 100%, mrożone owoce, 10ekologicznych jajek z farmy, majonez... I tak cudem na święta już mogę czekać ! Wszystko do święconki mam, tylko muszę upiec babeczkę, sprawdziłam też grafik Polskiego księdza i do mojego kościoła przyjedzie w sobotę o 12, jest to kościół Angielski- Katolicki, będzie msza i święcenie pokarmu. 

Kupiłam też kilka Polskich Kinder niespodzianek dla przyjaciół.

Dom czysty i się błyszczy, byłam na siłownię zrobiłam porządny trening jak i zostałam na cardio. 

Wróciłam do domu zrobiłam sobie lunch i dostałam wspaniałą wiadomość !
Wydarzy się coś niesamowitego za kilka miesięcy, to jest dopiero motywacja żeby wygrać z Wilkiem.

Jadłospis z dziś:
- jajecznica z tofu i warzywami
- banan, jabłko i orzechy
- makaron jaglana ze szpinakiem, wymieszany w puszystym naturalnym serkiem, doprawiony ziołami i pieprzem. Do tego pomidorki i płatki drożdżowe.
- tabliczka 85% czekolady
00.05 Muszę iść spać Dobranoc - Walczę!  "

Dobranoc 
Lisica
Licznik wyzerowany.
Od jutra nowy start... 




poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Dzień 29. Happy - zaburzenia odżywiania.


Hej hej.
Pierwszy dzień czysty, bez Wilka. Bo po burzy zawsze wychodzi słońce? 
Dziś było przyjemnie, choć troszkę zmarzłam, pracę skończyłam o 16, a na 17 już byłam w kawiarni z przyjaciółką. Zjadłam dziś niecałe 1500kcal, nie odczuwam potrzeby jedzenia więcej, mimo że moje zapotrzebowanie jest wyższe, może powinnam bardziej słuchać swego organizmu ? I w dni bez treningów odpuścić? Dziś jestem szczęśliwa mimo ostatnich trzech dni ciągów. Po prostu czuję jak by to było tak bardzo bardzo dawno. Już nie mogę doczekać się Świąt... czekam na nie. Jutro skończę pracę po 13, wrócę do domu i sprzątnę już tak bardzo przed Świętami.

Choć musicie mi uwierzyć na słowo że jest trochę pedantyczna, sprzątam bardzo regularnie. :) Przykład: pierwszy co robię wstając z łóżka to je ścielę, wszystko ma być równo, narzuta i poduszki mają być idealne, żeby wszystko wyglądało pięknie jak wrócę z pracy, ale np: zostawiony kubek na biurku po porannej kawie zupełnie mi nie przeszkadza, tylko że pierwszy co zrobię wchodząc do domu po pracy to otwieram okna ( nie ważne jaka pogoda ) biorę ten kubek i idę do kuchni aby go umyć. Z drugiej strony moje ubrania zawsze są poskładane, po pracy przebieram się w dresy i mam ulubiony sweterek, zrzucając te ubrania przed snem składam je w kostkę na krzesło, a rano przed wyjściem, kładę je na ładnie pościelone łóżko.

Jutro chcę odkurzyć, umyć okna i wyjąć świąteczne ozdoby.

Właśnie miałam napisać, dziś dostałam olbrzymie czekoladowe jajko, nie ruszyło mnie wcale, jutro je komuś oddam, chcecie ? :)

Żeby te moje posty nie były nudne to pokażę Wam dwa zdjęcia i napiszę o Wegańskich Targach na których byłam w niedzielę.

Na targach była 100% żywności i produkt wegańskie. Promowane były pod nazwą " Świat wegan "jak dla mnie NIEBO.

Można było dostać tam wszystko. Ważne jest to że wszystkie produkty były bez cukru i oleju palmowego, organiczne i bez chemii w składach. 

Na zdjęciu wegańskie torty, oczywiście skusiłam się na kawałek , obłęd!
Były też miedzy innymi stoiska i każdych było po kilka.
- suplementy wegańskie
- ubrania wegańskie
- lody wegańskie
- kosmetyki wegańskie
- ciasta, tory, wypieki wszystkie wegańskie i bez cukru 
- sery wegańskie
- bekon/ stek wegański
- torebki/ portfele wegańskie
- czekolady wegańskie
- okulary 360o które się nakładało razem ze słuchawkami i widziało się ubój zwierząt. Dało dla wielu do myślenia ! 
- piwo bez glutenowe, organiczne i wegańskie
- soki wegańskie ( bardzo dużo soków jest klarowanych żelatyna, między innymi firma Tymbark nie ma w swojej ofercie soków dla wegan :) )
- jogurty wegańskie
- sosy bez dodatku cukru
- likiery na bazie mleka sojowego 
- piętro niżej była piękna galeria z obrazami, książkami, torbami, gadżetami promującymi i pokazującymi weganizm
- a pięto wyżej kilka naście stoisk z jedzeniem na ciepło: pizza, hamburgery, sałatki i wszystko inne co można zjeść w wersji nie wegańskiej zostało zweganizowane.  
- wody takie jak: kokosowa, brzozowa, różana wszystkie bez cukru
i jeszcze pewnie wiele wiele więcej...

Wszystko można było popróbować i kupić. Ceny były super. Ja się skusiłam na kawałek tortu, jak i czekoladowe lody z mleka kokosowego. Żadnych słodyczy i produktów wegańskich nie kupowałam, jak mnie coś zainteresowało to po prostu wiem gdzie to teraz kupić. NP: lody które jadłam od przyszłego tygodnia będą w sklepie nie daleko.


Jedzenia do zabrania ze sobą nie kupiłam, ale kupiłam piękną saszetkę na czytnik książek. Droga była ale jest piękna. Kosztowała aż 30f ( około 150 zł ) ależ czy ten list nie jest idealny?


Bitwa wygrana, Wojna trwa ! :) 
Dobranoc
Liscia.

niedziela, 9 kwietnia 2017

Dzeń 26, 27, 28 - Za dużo pracy, za mało odpoczynku = Wilk. Zaburzenia odżywiania.



Hej.
Sorka że mnie nie było. Za dużo pracy, za mało odpoczynku = Wilk.
Trzy dni jedzenia słodyczy... ale porażka... Mój organizm jest przemęczony, jak zauważyliście zawsze piszę bardzo późno, bo przynajmniej 4 dni w tygodniu wychodzę około 8 rano a wracam często nawet około północy. Czuję się przemęczona ale gotowa znów się podnieść. Jeszcze tylko 4 dni pracy i mam wolne, cale Święta od piątku do poniedziałku. Potrzebuje tych dni, żeby się zrelaksować aby inaczej rozplanować nowe miesiące. Trochę mniej pracy, a zacząć troszkę więcej urozmaicać sobie jadłospisy, więcej warzyw, mniej zbóż.
Nie będę dziś opisywałam minionych dni, to bez sensu... wniosek 10 bitw na 28 przegranych... Wynik okropny! Jeszcze dziś stanęłam na wagę i nic się nie zmieniło :(. Taki trochę smuteczek, no cóż ale czy smutek coś da ? Wpadłam w trzy dniowy ciąg jedzenia słodyczy, jak dobrze że mogę tu to pisać otwarcie, bo nikt mnie nie oceni, a może nawet ktoś zrozumie. Od jutro kolejna walka, nie będę pisać " mam nadzieję że to ostatnie podejście " bo to nie ma sensu, chce walczyć.

Piałam ostatnio o tym że dwa lata temu zaczęły mi się kompulsy, ale to szybko minęło... Nie pamiętam kiedy byłam dłużej czysta niż tydzień, z reguły jest to 4-5 dni i Wilk uderza...
Moja " data " pierwszego obżarstwa jak i wymiotów to data Świat Wielkanocy dwa lata temu... Wtedy bardzo bardzo długo nie jadłam słodyczy, bo około półtora roku, schudłam pięknie... i wtedy pomyślałam że pozwolę sobie na coś więcej, GŁUPIA JA! i po co ? Pamiętam że to była duża milka Oreo, zając wielkanocny, kilka kinder niespodzianek, kilka jajek czekoladowych z nadzieniem, i oczywiście mnóstwo świątecznego jedzenia... dlatego w tym roku chce aby Święta były " czyste " a raczej zdrowe, bo na pewno upiekę Wielkanocną babkę, czy użyje ciasta francuskiego, na pewno ułatwię sobie życie i żurek kupię a nie zrobię. Więc w moim rozumieniu będę one czyste, mam taką wielką nadzieję i będę mocno walczyć z Wilkiem. I nie kupię żadnego Wielkanocnego jajka czekoladowego, zająca itp... :)

Od jutra będę odliczać czyste dni. Jak będą dni porażki to będę " kasowała licznik ". Czyli jutro będzie dzień pierwszy. Postaram się znów pisać codziennie, będę posty pisać w ciągu dnia, próbuję pisać w czasie " Walki" co myślę w danym momencie itp... a wieczorem dodam tylko zdjęcie/ grafikę sprawdzę pisownie i udostępnię. Wole pisać codziennie niż co któryś dzień. Sprawia mi to przyjemności i zajmuję o wiele mniej czasu.

A tym czasem kończę, mam jadłospis na jutro gotowy, jutro też widzę się z przyjaciółką po pracy, i mimo że byłam dziś na siłownie chce iść jutro, ponieważ nie byłam w piątek i sobotę, ale w sobotę gdy miałam iść na siłownię to o 21 musiałam pojechać do centrum i wróciłam po 23 więc odpuściłam... :)

Trzymajcie jutro za mnie kciuki, bo czas wyjść z ciągu. 
Wojna trwa. :) 
Dobranoc 
Lisica.